piątek, 4 lipca 2014

Rozdział Pierwszy

Jestem Veronica Craight i tańczę w zespole Justina Biebera podczas Believe Tour.
Boże, jak to brzmi. Niczym „Nazywam się Solomon Northup i jestem wolnym człowiekiem”. Jak tak nad tym myślę, porównanie wydaje się aż nazbyt trafne…
Wszystko zaczęło się w 2009 roku, po premierze płyty My World Justina Biebera, którą dostałam od mamy na czternaste urodziny. I, no cóż, zakochałam się. Jak większość dziewczyn w moim wieku… Już od pierwszego przesłuchania tej płyty uważałam się za jego fankę, a po dziesiątym byłam stuprocentową belieberką. Od wtedy uważałam Justina za jedną z dwóch moich prawdziwych miłości.
Tą drugą był taniec. Mniej więcej w tym samym czasie, co dostałam tą płytę, jak przystało na gimnazjalistkę- popadłam w „depresję”. Wiecie, myśli samobójcze i tego typu sprawy. Pomogły mi właśnie piosenki Jusa i tańczenie. Właśnie wtedy zrozumiałam, że taniec jest tym, co chcę robić w życiu.
Moim największym marzeniem od zawsze chyba, było to, żeby podczas którejś z tras Bieber przyjmował i tancerzy i tancerki. Jakaż była moja radość, gdy rok temu dowiedziałam się o castingach do Believe Tour! Nie zastanawiając się długo zgłosiłam się do nich i pojechałam na miejsce sama, nie mówiąc nic nikomu.
Gdy dowiedziałam się, że zostałam przyjęta do zespołu byłam najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi, spełniły się moje marzenia. Dzwoniąc do mamy, by oznajmić jej nowiny nie mogłam powstrzymać łez radości; wręcz szlochałam w słuchawkę. Zresztą moja mama również- doskonale wiedziała, jak bardzo o tym marzyłam i jak ta praca jest dla mnie ważna.
Jednak to nie było tak, że pojechałam sobie na castingi, bo miałam taki kaprys, o nie… poprzedzały je godziny spędzone na sali treningowej, pot i łzy wylane ze zmęczenia i z wysiłku. Wtedy sądziłam, że było warto- dziś z całego serca nienawidziłam swojej decyzji i samozaparcia.
Może gdybym nie dostała się do drużyny wciąż żyłabym w błogiej nieświadomości i uwielbieniu Justina… chociaż „gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem”.
Gdy Scooter Braun poinformował mnie o tym, że miałam miejsce w teamie Justina w pakiecie dostałam również pokój w hotelu, w którym trwały castingi. Byłam jedną z pierwszych tancerek, które wybrali, castingi miały trwać dwa tygodnie a na końcu miała być jakaś sesja zdjęciowa wszystkich tancerzy, więc chcąc nie chcąc musieli mi zapewnić pobyt.
Przez pierwsze trzy noce mieszkałam sama. Spędziłam je w dość nudny sposób; ćwicząc, i słuchając muzyki. Dopiero drugiego dnia w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach zorientowałam się, że mój pokój znajduje się dokładnie naprzeciwko pokoju… Justina Biebera.
Było koło drugiej w nocy, gdy wreszcie zdecydowałam się iść spać- cały dzień spędziłam razem z choreografem Jonem Chu, dwoma innymi tancerzami i samym Justinem na sali, w której odbywały się castingi. Wszystko było bardzo profesjonalne: uczestnicy eliminacji mieli zatańczyć układy z paru klipów Biebera, a po tym Jon Chu, słuchając refleksji moich, Mike’a Cornwella oraz Terry’ego Jacobsa (dwóch pozostałych jak na razie wybranych tancerzy) robili z Justinem listę osób, które chcą dokładniej sprawdzić. Nie odezwałam się do Jusa ani razu, przez nieśmiałość choć za każdym razem, gdy przechodził koło mnie miałam wrażenie, że zemdleję.
Wymęczona po tak intensywnym dniu, wróciłam do pokoju hotelowego dopiero o jedenastej i pierwszym, co zrobiłam, był prysznic. Zawsze uwielbiałam gorące prysznice. Pomagały mi ukoić nerwy, a moje tamtego dnia były bardzo nadszarpnięte, ze względu na obecność pewnego chłopaka.
Po godzinie relaksu w ciepłej wodzie wyszłam z zaparowanej łazienki i tradycyjnie zadzwoniłam najpierw do mamy, a potem do mojej przyjaciółki. Miałam wrażenie, że to co opowiadam mojej rodzicielce mogłabym nagrać i puścić w rozmowie z Sophie, jednak nigdy tego nie sprawdziłam. Zamiast tego odpowiadałam na te same pytania: tak, poziom jest bardzo wysoki, nie, castingi jeszcze się nie skończyły, nie, nie wiem kiedy wyruszamy w trasę, nie, nie rozmawiałam jeszcze z Justinem osobiście, tak, bardzo za wami tęsknię.
Tęskniłam, to prawda, jednak w tamtym momencie na pewno nie wróciłabym do domu.
Gdy wreszcie skończyłam rozmawiać i znalazłam chwilę czasu, postanowiłam się oddać jednemu z moich ulubionych zajęć- czytaniu. Byłam mniej więcej w połowie Cienia Wiatru, gdy lekturę przerwały mi jakieś hałasy dobiegające z korytarza.
Wybiegłam z pokoju dosłownie tak, jak stałam (czyli na boso, w krótkich spodenkach i czarnej koszulce bez rękawów) i mnie zamurowało.
Po korytarzu szedł, a raczej próbował iść Justin Bieber. Bardzo piany i bardzo wkurzony Justin Bieber. Podpierał się o ścianę i mamrotał coś pod nosem, prawdopodobnie wracając z jakiejś imprezy. W tamtym momencie tak mało przypominał mojego idola, że nie miałam żadnych oporów przed podejściem do niego i zaproponowaniem pomocy. I jak pomyślałam, tak zrobiłam- ruszyłam pewnie w jego kierunku i stanęłam dokładnie naprzeciwko szatyna.
- Eee, Justin? – zaczęłam – może ci pomóc?
Chłopak spojrzał na mnie przekrwionymi oczami i już wiedziałam, że raczej moja propozycja nie przyjmie się z dużą aprobatą. Jednak nadal stałam przed nim i lustrowałam go wyczekującym wzrokiem, nie chcąc wycofać się w ostatnim momencie.
- Wypierdalaj – warknął Justin a mnie dosłownie zatkało. Nie odpowiedziałam mu, co go tylko wkurzyło – no co tak się gapisz? Też jestem człowiekiem. Waoh – tu zaśmiał się histerycznie – wielki Justin Bieber też jest pieprzonym człowiekiem i ma uczucia! Dla tego teraz, kurwa, zejdziesz mi z drogi i pozwolisz w spokoju pójść do mojego pokoju, bo nie ręczę za siebie. A jeśli jutro zobaczę gdzieś moje zdjęcia po pijanemu, będziesz jako pierwsza podejrzana. – spróbował mnie wyminąć, jednak nie mogłam się ruszyć – odsuń się, kurwa! Pieprzone fanki, myślą, że wszystko wiedzą, a tak naprawdę tratują mnie jak pieprzone zwierzę w klatce, które się ogląda i które daje follow na Twitterze.
Stałam jak sparaliżowana, patrząc na pianego Justina, który obserwował mnie nienawistym wzrokiem. Pod naporem tego spojrzenia wreszcie odsunęłam się, zostawiając mu drogę wolną.
Nawet się nie obejrzałam. Po prostu pobiegłam do mojego pokoju, zatrzasnęłam za sobą drzwi i będąc już w jako takim znajomym wnętrzu po prostu rzuciłam się na łóżko zanosząc się płaczem.
Nie pamiętam, jak długo beczałam, ale musiałam to robić długo, bo gdy obudził mnie mój poranny budzik czułam się jakbym spała góra dwadzieścia minut. Wciągnęłam na siebie szare spodnie dresowe oraz rozciągniętą czarną bluzkę, w których wyglądałam strasznie nieatrakcyjnie, ale dzięki przekrwionym oczom, rozczochranym włosom i ogromnym cieniom pod powiekami nie wyglądałabym dobrze nawet w ubraniach od Coco Chanel. Mając kompletnie gdzieś własną aparycję związałam czarne włosy w niechlujnego koczka i wciągnęłam stare, zniszczone air maxy w których uwielbiałam tańczyć po czym poszłam do hotelowej stołówki na śniadanie.
Od razu dało o sobie znać moje uzależnienie: znalazłam jak największy kubek, po czym napełniłam go kawowo-mleczno-cukrową mieszkanką. Jako tancerkę, obowiązywała mnie dieta, która była jeszcze bardziej  rygorystyczna niż normalnie, ze względu na moje zamiłowanie do rzeczonego napoju.
I właśnie z tego powodu po dziesięciu minutach krążenia wśród szwedzkiego stołu dosiadłam się do stolika Mike’a i Terry’ego (którzy rozpaczliwym machaniem mnie do siebie zaprosili) z talerzem zapełnionym waflami ryżowymi, beztłuszczowym serem oraz ogórkami, pomidorami i sałatą. Z radością zauważyłam, że na talerzach kolegów znajduje się podobna mieszanka, choć ich kubki były pełne Coli Light powszechnie uwielbianej przez sportowców. Fu, nienawidziłam Coli, a zwłaszcza Light.
- Cześć, chłopaki – powiedziałam do nich próbując się uśmiechnąć, jednak raczej wyszedł mi grymas.
- Rany, wyglądasz strasznie – powiedział Mike, patrząc na mnie krytycznie. Terry rzucił chłopakowi potępiające spojrzenie.
- Mike, nie widzisz, że koleżanka potrzebuje pomocy? Coś jest wyraźnie nie halo – Terry śmiesznym gestem podniósł brwi do góry i pokręcił szyją.
Chłopcy byli uroczy: Mike, wysoki blondyn miał coś takiego w twarzy, że człowiek chciał go bliżej poznać, a Terry był tylko troszkę niższym brunetem z uroczym uśmiechem. Idealnie do siebie pasowali i nawet nie musiałam pytać by wiedzieć, że są parą.
- Nie wyspałam się po prostu – wzruszyłam ramionami układając na pieczywie warzywną piramidkę.
- Oho – mruknął Terry – chyba ktoś jeszcze miał ciężką noc.
Podążyłam wzrokiem w kierunku, w którym patrzył brunet i uśmiechnęłam się z satysfakcją widząc jeszcze gorzej ode mnie wyglądającego Justina.
Nie zrozumcie mnie źle: cały czas uwielbiałam Jusa, jednak cholernie mnie zranił poprzedniego wieczoru i ciężko mi było sprecyzować moje uczucia względem jego osoby. Przynajmniej w tamtej chwili.
- Ktoś chyba popił wczoraj – wtrącił ze śmiechem Mike. Szczerze polubiłam obu chłopaków, zwłaszcza za ich komentarze.
- Żebyście wiedzieli jak bardzo – westchnęłam, zanim zdążyłam pomyśleć, jednak było już za późno- oboje moich znajomych już nadstawili uszu.
- A ty skąd wiesz? – zapytali niemal równocześnie. Westchnęłam ciężko.
- Idiota obudził mnie wczoraj w środku nocy bo nie potrafił prosto przejść przez korytarz.
Musiałam się zaśmiać widząc zaskoczone miny kolegów.
- A więc pan Bieber się spił! Ciekawe jak będzie wyglądał na castingach – Mike uśmiechnął się diabelsko.

Reszta śniadania upłynęła nam na przyjacielskich żartach z osoby naszego szefa, który wyglądał jak siedem nieszczęść i co chwilę warczał na Scootera z którym jadł śniadanie. 
_________________________________________________________________________________
Okej, no to pierwszy rozdział jest :)
W sumie to wyszedł drugi, mam nadzieję, że się spodoba.
Pewnie większość ludzi, która tu zajrzy będzie z mojego pierwszego bloga, więc witam was, kochane i bardzo dziękuję, że zajrzałyście :)
Ściskam, x
Arabelle

3 komentarze:

  1. WoW! Jest super, taki inne i pokazuje, że Justin też jest człowiekiem a nie maszynką do robienia kasy. ;)
    Czekam na next :*
    @lixvyl

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm.. mam dla Ciebie przykrą wiadomość :/
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    Zakochałam się w Twoim opowiadaniu i niestety będziesz musiała znosić moje komentarze.. (które uważam za dziwne :D)
    Ah, tak w ogóle to kocham opowiadania w którym występują homo o.O XD
    Szkoda, że nie ma informowanych :/ no, ale cóż.. zapiszę sobie adres i będę codziennie sprawdzać czy jest nowy rozdział :D Twoja Klaudia :**
    @Kwiatkowska04

    OdpowiedzUsuń